Jesteś tutaj
Curacacao - Kleine Curacao - Bonaire 5.11 – 12.11.2011
Mówi się, że przyjaciół poznaje się w biedzie i to jest prawda. Przylecieli do mnie w krytycznym momencie, gdy poczucie osamotnienia i tęsknota nieźle mi dopiekały. Byli krótko lecz zostawili mnie na drugim biegunie wahadła - spokoju i pewnośći. Wspaniały tydzień, niekończące się rozmowy i śmiechy, niezwykle delikatnie wspierane płynem plus sceneria błekitu i szmaragdu morza zostaną w nas na zawsze. I kto uwierzyłby, że nasza przyjaźń zawiązana tam gdzie panują reguły ,,wyścigu szczurów”, w największym w Polsce koncernie farmaceutycznym - przetrwa?
O naszej dawnej firmie mówimy zawsze ,,matka Polpharma”, bo był to dobry czas dla firmy i dla nas. Połączyła nas praca ale również teraz kiedy każdy z nas jest w innym miejscu – spotykamy się regularnie i zawsze jest o czym mówić.
Andrzej, Artur i Rafał nie są żeglarzami, ale ducha żeglarstwa poczuli od razu, co dobrze rokuje jeżeli chodzi o kontynuację żeglarskiej przygody. Początkowe obawy związane z chorobą morską też szybko się rozwiały, Neptun któremu nie szczędziliśmy ofiar potraktował załogę łagodnie – nikt nie chorował.
Nie był to długi rejs. Po dwóch dniach przygotowań opuśćiliśmy zatokę Spanish Water płynąc na silniku w kierunku Kleine Curacao, przeciwny wiatr nie pozwolił na postawienie żagli. Po 3 godzinach kotwica wbiła się w dno, wokół pusto , kolory piasku,błekitu nieba i szmaragd przejrzystej wody. Widzialnośc w dół 15 metrów. Esencja Karaibów zgodna z stereotypem. Dwa złowione tuńczyki na kolację, kwarta rumu i rozmowy.
Trzeba czegoś więcej?
Mamy tylko tydzień więc po dwóch dniach z żalem rwiemy kotwicę i płyniemy na Bonaire. Stoimy na boji jakieś 50 metrów od Krajdelik, woda jak kryształ mnóstwo kolorowych ryb. Nie bez powodu Bonaire reklamuje się jako Diver's Paradise. Prawdziwe bogactwo rafy ukazalo nam się jednak na małej wysepce obok: Small Bonaire
gdzie dotarliśmy pontonem. Mnóstwo ryb, żółwie, kolorowa rafa.
Po dwóch dniach żal powrotu. Zmianę foka na driftera Rotary Szczecin Club 80m kw załoga dokonuje niezwykle sprawnie, nie ma lepszego żągla na pełne wiatry. Na Curacao jest 40 mil ale tym razem to czysta przyjemność płyniemy na żaglach, 6-7 węzłow. Cisza, spokój, kontemplacja. Nie ma przypadków: wąskim przejściem do Spanish Water wpływany pod żąglami na czele jachtów wracających z Haineken Regatta.
I to było godne zakończenie rejsu!
Pozdro, Mirek
Rejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!
Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl

Zobzacz całą galerię >



