Jesteś tutaj
Powrót na Curacao
Po 2 miesiącach pobytu w domu wróciłem na Ulyssesa, który czekał na lądzie w Marinie Curacao.
20 godzin podróży za mną a w marinie okazuje się, że zgubili klucze od jachtu i jeszcze niezbyt uprzejmie sugerują, że ich nie zostawiłem. Przykre. Udało się podważyć suw klapę i jakoś dostałem się do środka.
Bałem się, że wnętrze niewentylowane może obrosnąć pleśnią ale szczęśliwie nie.
Rzut okiem naokoło – ile tu roboty, zawsze na początku człowieka ogarnia przerażenie, kiedy ja to zrobię, później w miarę postępu prac ustępuje miejscu satysfakcji.
Nie mniej początek jest ciężki tym bardziej, że niestety przyleciałem sam.
Trudno się samemu motywować gdy temperatura 30 stopni skłania raczej do zimnego piwa niż pracy. Plan jest prosty: jak najszybciej się zwodować bo i nastrój wtedy się poprawi ale wcześniej malowania farbą antyporostową.
Trudno się mówi kocha się dalej mimo , że podczas tej ciężkiej pracy przychodzą wątpliwości po co to wszystko i czy nie lepiej w domu przełączać kanały w telewizji.
Przy pomocy różnych żeglarskich motywatorów robota skończona i już po tygodniu 27.10.
zwodowany. Powiem tylko, że w ciągu tygodnia straciłem ok 6 kilogramów, na zdrowie!
Piszę o tym bo wielu wydaje się, że cała ta wyprawa to Wielkie Wakacje.
Prawda niestety jest niestety prozaiczna, na jachcie zawsze jest coś do zrobienia a żeglarz zawsze ma powody się martwić.
Czyli jacht zwodowany, po paru dniach sklarowany więc w niedzielę 30.10 wraz z Luisem i Harrym w ramach treningu przed Haineken Regatta wypływamy w morze.
Jest cudownie: słońce i wiatr 22węzły, jacht idzie jak przeciąg, Lui doświadczony, holenderski żeglarz mówi, jest szansa na wygraną w klasie turystycznej.
Ale szczęście nigdy nie jest pełne, nagle stało się coś nie do przewidzenia : źle przymocowany kabestan wyrwał się z podstawy wylatując do wody, niestety głębokość nie pozwalała na wyłowienie. Szczęście żeglarza bywa krótkotrwałe. To spory kłopot nie mówiąc o Wydatku, żeglowanie jest relatywnie tanie dopóki nie zdarzy się awaria. Ta będzie kosztowała naprawdę sporo co przy moim budżecie oznacza problem...
Ale i tak nie mam wyjścia, muszę sobie poradzić.
Za tydzień przylecą przyjaciele Andrzej, Artur i Rafał ich obecność na pewno doda mi ducha. Później załoga się zmieni i wreszcie opuszczę Curacao w kierunku Kolumbii i Panamy a stamtąd niestety pod wiatr na Beef Island gdzie 21 stycznia odbędzie się Wagner Rally - rocznicowe obchody poświęcone Władysławowi Wagnerowii
Rejs śladami Wagnera
To nie tylko sposób uczczenia pamięci pierwszego Polaka, który opłynął świat. Ten rejs to także okazja do spełnienia marzeń o wielkiej przygodzie, okazja do poznania nowych ludzi i samego siebie.
Być może zrobiłeś już w życiu wszystko czego chciałeś, ale jeśli ciągle czujesz głód nowych przeżyć.
dołącz do nas!!
Śladami Wagnera i jego Zjaw
Artykuł opisujące wrażenia z rejsu na www.pearlharbor.pl





