Przyleciały posiłki ze Szczecina: Tomek, Janusz i Jacek. Dobrze widzieć przyjaciół a dodatkowym plusem są wędliny z Polski i płyny produkowane właściwie tylko w Ojczyźnie. No i najważniejsze poprzednia ekipa przywiozła kabestan (15 kilo) a teraz chłopaki przywieźli generator wiatrowy Breeze Air (6 kilo) okazuje się,że najłatwiej i najtaniej wszystko jest załatwić w Polsce. Niesamowita jest względność czasu podróży aby wrócić do Polski pod żaglami muszę poczekać do maja i dalej potrzebowałbym ze dwa miesiące a tu 10 godzin i już na Curacao.
Kilka dni na zwiedzanie i przygotowanie jachtu i wreszcie: żegnaj Curacao. Wypływamy o 1730 tak aby rano dopłynąć na Arubę. Przed nami 80 mil. Pogoda zmienna : brak wiatru, burza ,deszcz , nadmiar wiatru ale rano widać już Arubę. Drobny problem aby odnaleźć punkt odpraw ale po 2h rozwiązany pomyślnie. Sądziłem,że odprawę robi się w stolicy Oranjestad a okazuje się że 5 mil bliżej wmałym porcie Barcadera.
Kotwiczymy w uroczej zatoce niedaleko miasta, czysta karaibska woda a na brzegu wiadomo: pokusy. Aruba z trzech wysp Antyli Holenderskich jest na jbardziej turystyczna i rozrywkowa. Trzeba tego dotknąć, i tak z planowanego jednego dnia postoju robią się dwa. Ale jak inaczej skoro już pierwszego wieczoru trafia się nam finał tenisa plażowego Aruba- Brazylia. Cudowna międzynarodowa atmosfera, kilka drinków i noc za nami. Na Arubie łatwo się porozumieć po angielsku, turyści bowiem to głównie Amerykanie.
Samolot ląduje za samolotem. Prawdziwy kołchoz ale w stylu amerykańskim czyli kolorowo. Dwa dni to w sam raz.
Przed nami prawdziwa egzotyka Kolumbia. Po drodze chcieliśmy wstąpićna samotne wyspy Los Monjes należące do Venezueli ale zmrok i pomyślny wiatr odwiodły nas od tego. Kilka zdjęć i rozmowa z dyżurnym oficerem musiały wystarczyć.
Po 30 godzinach żeglugi 200 mil za nami , wchodzimy do Santa Marta. Żęgluga była szybka, zdelfinami, burzami , deszczami i uderzeniem w kłodę drewna,która spłyneła rzeką wraz z deszczami. Spotkanie z kłodą zrobiło wrażenie, przypadkowo spojrzałem na eehosondę, która pokazała 2 metry a za chwilę bach... skąd tu skały na pełnym morzu, taki błąd? K...wa! Nie to kłodadrewna, bez uszkodzeń. Wody wokół Przylądka Santa Marta urocze miasteczko z nową piękną mariną. Ludzie przemili. Tanio.
Odprawę załatwił Dino, niezwykle sympatyczny i kompetentny agent. Miasto pełne życia i sprzedawców, walka o przetrwanie się toczy...
Oni chcą sprzedać a my nie możęmy wszystkiego kupić...
Nastepnego dnia załoga mimo deszczu pojechała dżipem w góry, z tego co opowiadali wyglądało to przy tych deszczach groźnie ale i wrażenia mocniejsze.
Żal opuszczać Santa Martę ale przed nami gwóźdź rejsu Cartagena.