I załoga 23-28.12.2011 - Dzięki ciekawości świata i ludzi Piotra Gąsowskiego już na drugi dzień po przybyciu do Portobello mieliśmy załogę na powrót i to jaką... 5 dziewczyn: Liza, Martina,Ewke (Holandia),Konika(Hong- Kong), Jeanet( Barbados). Popłyniemy multikulturowo.
Wystarczyło zagadnąć i jest załoga ale początkujący zawsze mają szczęście. Popłyniemy multikulturowo Dziewczyny po obejrzeniu Ulyssesa wycofały zaliczkę z 10 metrowego ..Heaven” i zaokrętowały się na jachcie. Nie planowaliśmy tak szybkiego powrotu
ale są klienci to trzeba płynąć. Szybkie zakupy w chinskim supermarkecie i w drogę.
Rzeczywiście 60 mil pod pasat nie było łatwe ale o 1500 po 8 godzinach żeglugi wspomaganej silnikiem jesteśmy w Porvenir, stolicy San Blas. Mała wyspa z posterunkiem straży granicznej dwoma barami i lotnskiem w budowie. Za Porvenir około 500m odległości na Wait....mieszka około 2000 Indian.
Po przebudzeniu dostrzegliśmy nowy element: jacht na rafie. Okazało się później, że to był ten sam jacht, którym miały płynąć dziewczyny. I jak nie wierzyć w przeznaczenie? Pływanie nocą często tak się kończy, później widzieliśmy jeszce kilka jachtów na rafie. Jacht pozostawiony na rafie przechodzi na własność Indian Kuna.
Drugi raz na san Blas i znowu odkrywamy nowe uroki archipelagu.Jest pięknie.
Przed nami jeszcze 200 mil pod wiatr do Cartageny, wieje równo 25-28 węzłów, drugi ref na grocie, fok i diesel grot aby przeciwdziałać dryfowi i tniemy 6-8 prosto na Cartagenę,
Jak zawsze dwie wędki za rufą bo zawsze warto próbować. Z rybami jest tak, że jak nie biorą to nie biorą, a jak już to seryjnie. I tym razem było tak samo. Na obu wędkach 8 kilowe tuńczyki , a za jednym wyciąganym rekin, który pozostawił nam haku tylko łeb. Z dwukilagramowej głowy Mirek zrobił później pyszną zupę.
Załoga sprawowała się zgosnie z przewidwaniami czyli dobrze, chorowały lekko, jedynie Jeanet została wyłączona z walki przez chorobę morską. Po 34 godzinach dotarliśmy do Cartageny, i znowu pożegnanie...
II załoga 4-9.01.2012(Cartagena-Portobello)
Załoga:
Dzięki wypracowanej przez Beatę i Tomka Lewandowskich opinii, ,,Luka”zawsze ma nadmiar pasazerów i z z tego skorzystaliśmy. Dzięki.
9 pasażerów tego jeszcze nie było, ale Ulysses okazał się wystarczająco pojemny, znaczy Mirek ze mną śpimy w kokpicie ale to nie Bałtyk no i z wiatrem. 200 mil do San Blass robimy w 28 godzin a tam plaża.
I kolejny raz mamy szczęście do ludzi: sześcioro Australijczyków i troje Szwedów, przesympatyczni młodzi ludzie odbudowali moją wiarę w przyszłość ludzkości, co młodość to młodość!
W zasadzie to my powinniśmy im płacić bo przebywanie z nimi to duża przyjemność.
Na San Blas wszyscy się czują sczęsliwi. Ognisko i ryby na West Hollandes, przygotowane przez Indian dopełniłymagi. Płonące liście palm kokosowych i gwiazdy zostaną
w pamieci na długo.
W Portobello zrobiło się trochę nerwowo okazało się , że Immigration jest zamknięte a chłopaki mają na jutro bilety do Australii.
Udało się w końcu zanleźć urzednika, który za dodatkową opłatą wbił pieczątki do paszportów.
I znowu się żegnamy...